Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1165 postów 19457 komentarzy

BEZ SMAKU

Katogoria - Iza Rostworowska. Crux sancta sit mihi lux / Non draco sit mihi dux Vade retro satana / Numquam suade mihi vana Sunt mala quae libas / Ipse venena bibas

Cudowna historia św. Stanisława biskupa męczennika, który poćwiartowany się zrósł.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Święty Stanisławie, nieustraszony Pasterzu dusz powierzonych Twej pieczy, który w obronie Swej owczarni poniosłeś śmierć męczeńską z rąk bezbożnych siepaczy, wyjednaj nam, prosimy Cię pokornie, zasługami Twymi u Boga,

abyśmy byli zawsze gorliwymi cnót Twych naśladowcami.  Przemożny Patronie ziemi naszej, ochraniaj ją od wszelkich klęsk i niedoli, byśmy dochowali statecznie wiary, którą przed wiekami głosiłeś naszym praojcom i wytrwali w gorącej miłości, służbie Bożej i w jedności z Kościołem świętym, a tak zasłużyli sobie na wieczne zjednoczenie nasze z Bogiem w królestwie niebieskim. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

[ Św. Stanisław wskrzeszający Piotrowina (XVIII wiek; olej na płótnie; autor nieznany)]

ROK PAŃSKI 1253


Wysłano na nowo posłów w sprawie kanonizacji św. Stanisława.
Kiedy sprawę należycie przedstawiono, a kardynał Reginald stawiał opór,
zapadł na dziwną chorobę. Wyleczony w końcu w cudowny sposób,
wnet godzi się na kanonizację.


Kiedy1 należycie i zgodnie z przepisami prawa przeprowadzono drugie badanie
życia, przyczyn i rodzaju męczeństwa, wspaniałych i sławnych cudów oraz
wszystkich innych okoliczności, uważanych za pożyteczne dla przeprowadzenia
do końca sprawy kanonizacji świętego męża, biskupa krakowskiego, Stanisława,
do papieża Innocentego IV, który wyjechał już z Galii i zatrzymał się w Italii,
wracają po raz trzeci dawni posłowie: mistrz Jakub ze Skarzeszowa, dziekan i
mistrz Gostwin2, kanonik, zaopatrzeni obficie, by wystarczyło na ten cel, przez
biskupa krakowskiego Prandotę i kapitułę krakowską, na koszt biskupa i całego
kleru diecezji krakowskiej, bezinteresownie na to łożącego, ilekroć zachodziła
potrzeba. Gdy ci spotkali papieża Innocentego w Perugii, przedstawiają mu nowe,
dokonane przez jego komisarzy badanie życia, męczeństw i cudów św.
Stanisława, oddają nowe pismo wszystkich prałatów Kościoła polskiego,
przedkładają dowody, a dla ich szerszego udokumentowania także żywych
świadków, obecnych tam znakomitych mężów, którzy albo [sami] doznali cudów
przez zasługi św. Stanisława, albo widzieli i znali ludzi wyleczonych z wielu
dolegających im cierpień przez udzielone [łaski]. Już posłowie krakowscy
spędzili wiele dni na zabieganiu o tę sprawę i ponieważ mieli już za sobą
wszystkie trudności i przeszkody, oczekiwali z radością, że lada dzień zobaczą
chlubny owoc swoich trudów, o czym ich zapewniał komisarz kardynał Jan z
Gaety, kiedy nagle od tegoż samego kardynała Jana z Gaety otrzymują
wiadomość, że sprawa pewna, jasna i nie budząca cienia wątpliwości, spełzła na
niczym i okazała się niemal beznadziejna, co samego kardynała wprawiło w
głębokie


1 Zob. przyp. 8 do 1251 r. Długosz nawiązuje tu do opowiadania z 1251 r. Kronikarz oparł
się na zapisce z 1253 r. w R. kapit. krak., na Żywocie większym i na dokumentach (MPH, t. II,
s. 805, t. IV, s. 434-438) — z tym, że tekst poszerzył i opowiedział własnymi słowami.
2 Mgr Gostwin (Gozvinus wg R. kapit. krak., zapewne Goświn), syn Zegrama z Wiktorowie,
kustosz katedry krak. 1259-1263.


zdziwienie i oburzenie. Ponieważ Reginald, kardynał-biskup Ostii3, mąż wielkiej
powagi i roztropności — jego zdanie podzielali także niektórzy kardynałowie,
kierując się jego powagą, a nie własnym sądem — sprzeciwiał się uporczywie
kanonizacji męża Bożego Stanisława z powodu upływu długiego okresu czasu od
dnia jego męczeństwa i uważał za rzecz niegodziwą i nieprawdopodobną, aby
sława tak chwalebnego męczeństwa i tak niezwykłej świętości, gdyby była
prawdziwa, a nie zmyślona, przez tak długi czas ukryła się przed Stolicą
Apostolską i całym Kościołem. Kiedy więc posłowie katedry krakowskiej pytają
swego komisarza kardynała Jana z Gaety, co należy czynić, ten w natchnieniu,
choć później mówił zwykle, iż był przekonany, że mówi tak przypadkiem,
odpowiedział: „Święty Stanisław po tylu cudach, których, jak wiadomo, dokonał,
musi jeszcze zdziałać jeden, końcowy cud, jeżeli chce, by doprowadzono do
skutku jego kanonizację i żeby niezgodnych skłonił do jednomyślnej i zgodnej
decyzji. Tych bowiem, którzy się sprzeciwiają, można nakłonić do zezwolenia
jedynie nowym znakiem, ponieważ podają w wątpliwość wszystkie inne, jakby
straciły wartość wskutek dawności". Posłowie katedry krakowskiej i prokuratorzy
kanonizacji męża Bożego Stanisława nie wiedzieli, co mają czynić, dokąd się
udać, do kogo się zwrócić jako do opiekuna, który im pomoże w ich zadaniu, co
jeszcze mają podjąć celem dokończenia dzieła, aby papież i kardynałowie dali się
nakłonić do kanonizacji. Pozostawało im jedno: jak najwytrwalej ufać, że nie
może ich opuścić Chrystus i święty mąż Stanisław, który cierpiał za jego Kościół
i prawdę. Chrystus dlatego dopuścił, aby sława kanonizacji jego znakomitego
męczennika św. Stanisława napotykała trudności, aby ją bardziej rozgłosić
poświadczoną nowymi cudami. Kiedy więc sprawa kanonizacji posuwała się
leniwie i niemal nie dokładano do niej żadnych starań, wspomniany kardynałbiskup
Ostii, Reginald, największy wróg i przeciwnik kanonizacji męża Bożego
Stanisława, do którego decyzji i rad odwoływał się także papież Innocenty z
powodu jego znanej, wnikliwej znajomości obu nauk4 oraz prawości, zapadł na
tak ciężką chorobę, że jak on sam i lekarze sądzili, groziła mu bliska śmierć.
Kiedy zmagał się z nią przez kilka dni, podczas bezsennej nocy, w samotności
swego prywatnego mieszkania, ukazał mu się św. Stanisław w wiel-


3 Reginald (Raynald), Rinaldo di Conti, bp Ostii i Velletri w 1227 r., kardynał, nepot
poprzedniego papieża, sam wybrany papieżem 12 XII 1254 r., zm. w Viterbo 25 V 1261 r.
Uchodził za bardzo interesownego i chciwego na pieniądze.
4 Tj. prawa rzymskiego i kanonicznego.


kiej światłości, w szatach pontyfikalnych. Do leżącego na śmiertelnym łożu i
zdziwionego widokiem nieznajomej osoby oraz niezwykłym blaskiem, rzecze
mąż Boży Stanisław: „Czy poznajesz mnie?" Ten przejęty trwogą i zdziwieniem
z trudem dobywając głosu odpowiada: „Nie poznaję. Proszę cię jednak, powiedz,
kim jesteś, ty, który wszedłeś do mojej sypialni w takim blasku, choć drzwi były
zamknięte". Na co tamten: „Jam jest biskup krakowski Stanisław, skazany przez
króla polskiego Bolesława na chlubne męczeństwo dla Imienia Jezusa Chrystusa,
Jego Kościoła i prawdy, którego ty stałeś się przeciwnikiem, nie oceniając właściwie
mego życia, męczeństwa i cudów zdziałanych przeze mnie za łaską Bożą".
Odzyskawszy odwagę, kardynał Reginald powiada do niego: „Daruj mi, najświętszy
biskupie, moją nieświadomość i racz mi przebaczyć mój błąd, a będziesz miał
gorętszego zwolennika kanonizacji, niż przeciwnika, którego znosiłeś". Odpowiedział
mu mąż Boży Stanisław: „Żebyś uznał, że ja w oczach Boga i świętych
uzyskałem sławę świętości za męczeństwo, które poniosłem, wstań natychmiast
całkowicie zdrowy z łoża boleści, do którego jesteś przykuty. I strzeż się na przyszłość
sprzeciwiać mojej kanonizacji, którą Boże miłosierdzie postanowiło mi ostatecznie
przyznać, nie tylko dla mojego uwielbienia i chwały, którymi ja się w
pełni cieszę, oglądając Boga, ale dla dobra i korzyści wszystkich wiernych".
Kiedy kardynał Reginald obiecał, że spełni wszystkie dane mu polecenia,
widzenie znikło. Ten wzywa sługi i każe sobie siodłać konia, by na nim pojechać
do pałacu papieskiego. Słudzy w pierwszej chwili przypuszczali, że on mówi od
rzeczy. Kiedy jednak bez pomocy podniósł się z łoża i dosiadł konia, wpadli sami
w wielkie zdumienie z powodu nagłego wyzdrowienia swego pana. Ucieszeni
towarzyszą mu aż do pałacu papieskiego. Wreszcie papież Innocenty
dowiedziawszy się, że przybył kardynał Reginald i to całkowicie zdrowy, on,
którego śmierci spodziewał się lada moment, wybiega także naprzeciw
przybywającemu i troskliwie wypytuje, w jaki sposób tak nagle wrócił do
pełnego zdrowia. Mówi mu kardynał Reginald: „Najświętszy męczennik Boży,
biskup krakowski Stanisław, którego kanonizacji ja sprzeciwiałem się wobec
Waszej Świątobliwości, tej godziny pokazał mi się w trudnym do zniesienia
blasku i zganiwszy łagodnie występek płynący z mojej nieświadomości, jako
najbardziej widoczny znak swojej świętości przywrócił mi zdrowie, którym, jak
widzisz, cieszę się ja, chociaż dopiero co byłem człowiekiem słabym i
przeznaczonym na śmierć. Za krzywdę wyświadczył mi dobrodziejstwo, ale
zagroził pomstą, jeśli będę się sprzeciwiał jego kanonizacji. Wyznaję więc
wobec ciebie występek będący wynikiem mojej nieświadomości, wyrażani
gotowość kanonizacji najświętszego męża Stanisława i padam do Twoich stóp,
prosząc o jego kanonizację i żebyś jej dłużej nie przewlekał". Wstawiennictwo
swoje poświadczył też padając na kolana. Kiedy cud ten rozgłoszono w wielkim i
sławnym mieście Perugii, napełniły się niezmierną radością umysły i serca
wszystkich, a szczególnie posłów polskich i prokuratorów kanonizacji męża
Bożego. Wszyscy na wyścigi podkreślali, że mąż Boży Stanisław jest ze wszech
miar godny kanonizacji. Ale i papież Innocenty oraz kolegium kardynalskie
poruszeni cudem, którego doznał kardynał Reginald, gdy usunięto wszystkie
wysuwane przeszkody i jakby wilgoć jakimś słońcem wysuszono, uchwalają, że
wspaniały i znany ze swej świętości mąż Boży Stanisław ma być kanonizowany i
wyznaczają [na to] dzień Narodzenia NMPanny, który był najbliższy tych
wydarzeń, w Asyżu5 (tam bowiem zamierzał przybyć papież Innocenty po
odprowadzeniu wojska do Apulii). Tak spełniło się słowo kardynała Jana z
Gaety, powiedziane przypadkiem do posłów katedry krakowskiej. Można zaś
stwierdzić prawdziwość i bronić tej sprawy, gdyby ktoś ją uważał za zmyśloną i
bajeczną oryginalnym listem napisanym na pergaminie przez wymienionego
kardynała Jana z Gaety do biskupa Prandoty i kapituły krakowskiej, złożonym w
skrzyniach katedry krakowskiej, który ja nieraz oglądałem i dotykałem, a którego
brzmienie jest następujące6:
„Czcigodnemu w Chrystusie Ojcu i najdroższemu przyjacielowi, biskupowi
krakowskiemu i kapitule tejże katedry brat Jan z miłosierdzia Bożego kardynałprezbyter,
tytułu św. Wawrzyńca w Lucynie, pozdrowienia. Pełne uznania
pochwały [należą się] królowi polskiemu, który najbliższą sobie trzodę owczarni
Chrystusowej ozdobił znakomitym męczennikiem Stanisławem. O cóż to za
pomyślny osąd Bożego miłosierdzia, że Bolesław zwyciężając zostaje pokonany,
gdy z jego okrutnego postępku otrzymują Polacy w cudowny sposób pierwszego
męczennika! Niech się cieszy Kraków, szczególnie wsławiony tak wielkimi i
wspaniałymi cudami i tak ze wszech miar wyróżniony pełnymi blasku
cudownymi wydarzeniami,


5 Wg Żywota większego, MPH, t. IV, s. 436.
6 Tu przejawia Długosz zmysł krytyczny: przytacza list kardynała Jana z Gaety, jako
rzeczowy dowód prawdziwości swej relacji, podaje też miejsce jego przechowania. Druk w
Kod. KK, t. I, nr 37, bez daty i miejsca wystawienia, wg kopii. List ten wykorzystany w
Żywocie większym (rozdz. ostatni) przywieźli zapewne posłowie kapituły wracając po
kanonizacji (zob. uwagi W. Kętrzyńskiego, MPH, t. IV, s. 340-342) i wyżej, 1252 r. przyp. 7.


których jest wystarczające mnóstwo! Niech się cieszy katedra, której słuszne
prawo i gorliwa wiara dały mimo przedawnienia pełny tytuł do posiadania tej
cennej gleby: świętego, z którego pomyślnej obecności nie tylko wzrasta świętość
miejsca, ale dzięki częstemu napływowi ludu rośnie szeroko sława i rozgłos.
Cieszcie się i radujcie szczególnie wy, którzy w ciągu ubiegłych czterech lat
zabiegaliście z całych sił o kanonizację tak wielkiego ojca, by został zaliczony w
poczet świętych. Ustanowiono jej prokuratorem proboszcza waszego kościoła,
męża o szerokim rozeznaniu, przewidującego wszystko, który pracował bez
przerwy i wiernie z całym wysiłkiem, zabiegając razem z wyznaczonym mu do
tego towarzyszem w Kurii o powierzoną sobie sprawę, a ile przykrości i trudności
napotykał w jej przeprowadzeniu, nie mam możności niniejszym wyrazić, bo
brak mi słów i nie starcza talentu, bo ani nawet Algorius [s] wyznawca
algoryzmu7 nie potrafiłby [swoją umiejętnością] wyciągania pierwiastków
dostatecznie przedstawić przeciwności, jakich doznali. Gdyby bowiem wolno
było po kolei, zgodnie z prawdą opisać oddzielnie ciężkie przeszkody i ostre
zarzuty, jakie spotykały sprawę, ledwie starczyłoby liczby w tysiącu. Któż ze
słyszących o takich trudnościach chciałby uwierzyć opowiadającym o
potwornych zawiłościach rzeczy? Zdarzało się bowiem często, że sprawa na
podstawie wiarygodnych przypuszczeń wydawała się prawie załatwiona i wtedy
niespodziewanie zjawiała się stająca w poprzek prowadzonym staraniom burza,
która niweczyła w istocie to, co rozum uznawał za doprowadzone do końca. Tak
doznali oni skutków ruchu Saturna, która to planeta przez posuwanie się wprzód i
cofanie wstecz uchodzi za złowrogą8. I tak cierpliwie walczyli z Kurią, że daleko
posunęli swe starania, lecz mało w ciągu 3 lat uzyskali, nie mając zapłaty za
swoje starania. A gdy wreszcie powrócił brat Jakub zaufany legat i mocna
podpora sprawy, choć sam widział uzdrowionych i przesłuchał głównych inkwizytorów,
którzy postępowali we wszystkim z dobrą wiarą, z trudem uzyskano
częściowe posłuchanie w celu przedstawienia sprawy. My zaś wreszcie,
zadziwieni


7 Może tu jest mowa o arabskim matematyku Alchwarazmim, od jego nazwiska pochodzi
słowo algorismus. W średniowieczu nazywano algoryzmami lub algorytmami rachunki lub
podręczniki matematyki, zawierające naukę o 4 działaniach, o pierwiastkach, o ułamkach, były
używane od XIII w., kopiowane w XIV i XV w. Zob. J. Dianni, Matematyka na Uniwersytecie
Jagiellońskim, Kraków 1963.


8 Wedle ówczesnych przekonań Saturn (planeta natury żeńskiej, zmiennej i melancholijnej)
był uważany za zwiastuna wielkiego nieszczęścia, oraz za patrona bandytów i oszustów. W
dawniejszej polszczyźnie planeta był rodzaju męskiego. Niektóre kraje i okolice miały
pozostawać pod jego szkodliwym działaniem (Litwa, Wołoszczyzna, Moskwa).
niedopuszczeniem tak wielkiej liczby dowodów, powiedzieliśmy, jak gdyby
przenośnie prepozytowi prokuratorowi: Trzeba, aby wasz święty mąż jeszcze
jednego dokonał cudu, który by cudownie pogodził różnice poglądów co do
cudów. I stało się tak rzeczywiście, albowiem gdzie zaraza jest groźniejsza, tam
szybsze bywa wyzdrowienie. I niespodziewanie niezgodni przedtem przychylili
się jednomyślnie do pojednawczej zgody, postanawiając jednolicie, że mąż taki
jest jak najbardziej godny kanonizacji, a dzięki cudom, które zdziałał — a istnieją
na nie niezbite dowody — jest prawdziwie świętym. Wspomnianego prokuratora
i jego towarzysza po wielokroć polecamy waszej łaskawości za ich ogromną
gorliwość. Zależy nam bowiem, aby znaleźli uznanie ci, co stanęli przy nas w
walce i abyście ich przyjęli z szacunkiem jako dobrze zasłużonych dla naszego
przynajmniej imienia. Wszelkie bowiem wyrazy uznania, życzliwości i
przychylności, jakie okażecie naszym ukochanym przyjaciołom, zarówno ze
względu na ich prawość, jak i na nasze prośby uznamy za przysługę nam
wyświadczoną. Na ich usilne wstawiennictwo ofiarujemy wam uprzejmie naszą
skromną pomoc dla obrony waszego Kościoła i zachowanie go przy należnych
mu prawach. Żegnajcie w Panu Jezusie Chrystusie".
Kanonizacja św. Stanisława w kościele w Asyżu i wskrzeszenie zmarłego w czasie
uroczystości kanonizacyjnych.
Gdy nadszedł dzień Narodzenia Pani naszej Najchwalebniejszej Panny Marii9
papież Innocenty z kolegium kardynałów i mnóstwem prałatów przybył z pałacu
do bazyliki św. Franciszka w Asyżu, w której spoczywają zwłoki jego oraz jego
towarzyszy, by dokonać kanonizacji świętego męża, biskupa krakowskiego
Stanisława. Zastał ją przepełnioną tłumem ludu, który na wieść o mającej
nastąpić kanonizacji Bożego męża przybył licznie niemal z całej Italii. A kiedy
tenże [papież] odprawiał uroczystą Mszę św. w wymienionym kościele, samemu
papieżowi Innocentemu uświadomiła łaska Baranka Niebieskiego, jak wielce
zasłużył się wobec


9 Data uroczystości kanonizacji 8 IX jest w Żywocie większym, MPH, t. IV, s. 436.
Wiadomo, że odbywały się one w Asyżu, ale szczątki bpa (jak Długosz dalej pisze) zostały
posłane do Asyżu dopiero w 1255 lub 1256, co stwierdza bulla Aleksandra IV z 26 I 1256 r.,
zob. J. Dąbrowski, Ruch franciszkański a odrodzenie Polski w XIII i XIV wieku, odb., Kraków
1928, przyp. 1 na s. 6.


Niego święty, którego miano kanonizować. Dokładnie bowiem w chwili
kanonizacji, umarł pewien młodzieniec z Asyżu. Wśród głośnego płaczu
rodziców, braci i krewnych opłakujących jego śmierć, wnoszono go do kościoła
św. Franciszka, aby go albo pochować, albo przywrócić do życia przez zasługi
świętego, który miał być kanonizowany. Kiedy więc jego bliscy i krewni wznosili
prośby i nieustanne błagania o przywrócenie go do życia, papież Innocenty padł
na kolana przed ołtarzem, przy którym stał i z ufnością wzniósł ze swej strony
takie modły: „Wszechmogący Ojcze i najłaskawszy Panie, jeżeli niezachwianą
prawdą — jak to stwierdza przekonanie ludzi — jest to wszystko, co
opowiedziano w mojej obecności o twoim męczenniku, świętym mężu, biskupie
krakowskim Stanisławie, to proszę, daj dziś ponowny znak, że winienem
kanonizować nowego świętego". Zaledwie papież ukończył modlitwę, kiedy mu
doniesiono, że zmarły wstał10. Wtedy więc wszyscy zdziwili się bardzo i
radowali, a od trzymanych w rękach płonących świec i zapalonych świeczników
kościół zdawał się płonąć, zaś papież odprawiał dalej uroczystą mszę św. Po jej
zakończeniu i wygłoszeniu z ambony długiego kazania o życiu, męczeństwie i
cudach św. Stanisława, kanonizuje sławnego biskupa krakowskiego, męża
ogromnej świętości męczennika Stanisława i wpisuje go w poczet świętych
polecając, by cały Kościół katolicki ósmego maja obchodził z należytą czcią jego
święto, jak inne znane święta męczenników. Wszystkim zaś obecnym udzielił
jeden rok i czterdzieści dni odpustu, ogłosił modlitwę o św. Stanisławie,
podkreślając w niej zasługi jego świętego życia i sam publicznie ją odmówił.
Zaczyna się ona tak: „Błagamy Cię, by za wstawiennictwem św. Stanisława lud
Twój". Później zbudowano też na cześć św. Stanisława i na pamiątkę jego
kanonizacji na wzgórzu z boku kościoła św. Franciszka kaplicę — widziałem ją
parokrotnie — w której przedstawiono w rzeźbie [s] jego chwalebne
męczeństwo11. Tekst zaś bulli kanonizacyjnej brzmi następująco12: „Biskup
Innocenty, sługa sług Bożych. Czcigodnym braciom patriarchom, arcybiskupom i
biskupom oraz kochanym synom: opatom,


10 Relacja o wskrzeszeniu młodzieńca jest w R. franciszkańskim, MPH, t. III, s. 50 i w
Kron. wielk., rozdz. 98. Nb. inna, późniejsza wersja podaje o wskrzeszeniu kobiety, zob. J.
Dąbrowski, l.c.
11 Wiadomości o bulli odpustowej, o kaplicy z XIV w. (podziemnej) i o freskach przekazał
Długosz z autopsji: widział bowiem i zwiedzał Asyż w czasie swych podróży do Italii w latach
1448, 1449 i w 1450.
12 Bulla kanonizacyjna z 17 IX 1253 r. jest w Archiwum kapit. krak. wyd. w Kod. KK, t. I,
nr 38. Wydawca widział ją w 2 oryginałach i 2 kopiach (każda ma inny początek). Długosz
zamieścił tekst wg I kopii. Na tej bulli był oparty Żywot większy bpa Stanisława. Co do
znaczenia kanonizacji, zob. wnikliwe uwagi W. Sawickiego, Na marginesie kanonizacji
średniowiecznych XIII wieku, Nasza Przeszłość, X, 1959, s. 439-458.


przeorom, dziekanom, archidiakonom, archiprezbiterom i innym prałatom kościołów,
do których dotrze to pismo, pozdrowienie i apostolskie
błogosławieństwo. Kiedy z oczu pogan starto niegdyś mgłę ciemności, a w ich
sercach stopniał lód zimnej niewiary, nastąpiła potem miła wiosna, zdobna krasą
odradzających się kwiatów, ponieważ Kościołowi przedtem opuszczonemu i
bezpłodnemu zaczęli się rodzić synowie odznaczający się pobożnością i
umocnieni szańcem wytrwałości. Ci, jak pierwsze wiosenne kwiaty, sieją dokoła
miłą woń i za łaską Bożą wydają obfitszy plon cnoty. I tak gdy wzrastała
niezliczona mnogość jego synów i gdy [Kościół] miejscem swego przybytku
rozciągającym się od morza do morza spotężniał w swoich granicach, rozległ się
pełen jęku i bólu głos synogarlicy i gdy po skazaniu na zagładę bałwanów
złagodniało srogie okrucieństwo tyranów, za łaską Tego, Którego dzieła są
niepojęte, [Kościół] zwrócił się w podziwu godny sposób do żalu i pokuty. Niech
się więc cieszy Kościół tym, że się pozbył haniebnej i zgubnej bezpłodności i
zaczął wzrastać zbawczymi plonami obfitości i teraz łączy się z nią obfitującym
w łaski związkiem małżeńskim. Zanim się z nią połączył, czuł się opuszczony
przez narody. Niech się więc cieszy, a współzawodniczce swojej synagodze
wyrzuconej z ziemskiej Jerozolimy i narażającej go od dawna na tę zgubną
bezpłodność, niech spokojnie odpowie, że dzięki płodności jogo potomstwa już
zabliźniają się szczerby w murach niebieskiej Jerozolimy, a mieszkania, które
dawni mieszkańcy pozostawili puste, Kościół uświetni obecnością swej
społeczności, ciesząc się następnie wszędzie swoim pomyślnym odrodzeniem i
zachowaniem w całości. Ale żeby pod wpływem takiej nadmiernej radości nie
mógł sobie obiecywać trwałego pokoju na ziemi, tej dolinie płaczu żaden
śmiertelnik, którego życie na ziemi jest walką z wszczynającymi wojny wrogami
i obozami nieprzyjaciół i by wymieniony Kościół, który jest matką wszystkich
wiernych, nie zapomniał o swej macierzyńskiej doli, gdyby nie doznawał boleści
rodzących matek, [boleści] zwyczajnych przy porodzie niektórych synów,
niekiedy staje na jego drodze przeciwność, w jakiś sposób dla niego korzystna,
jak np. męczeństwo błogosławionej pamięci biskupa krakowskiego, św.
Stanisława. Jego zasługi — jak się to wyraźnie okazało — wsławiają cały
Kościół. Kiedy bowiem [ów Stanisław] powołany słusznie przez Pana do
sprawowania godności biskupiej czuwał troskliwie nad powierzoną sobie trzodą,
wykrył roztropnie zasadzki wrogów i uprzedził zamysły nieżyczliwych [ludzi], a
dostrzegając sidła ze strony naszego nieprzyjaciela, przezornie rozrywał jego
sieci. Poświęcił on mianowicie swe serce czuwaniu od świtu
nad swoimi owcami i jeżeli przypadkiem zauważył kogoś zachwianego ciężką
próbą, spieszył wnet z życzliwą pociechą i podnosił go ze smutku. A jeśli
dostrzegł, że ktoś robi postępy w dobrym, umacniał go w tym szczerymi
wyrazami radości tak, że przez to oczywistymi znakami okazał, iż jest matką nie
mniej dla słabych jak i dla postępujących w dobrym poddanych. Ale kiedy nie
bez wewnętrznej udręki widział, że król polski Bolesław oddał się tak
odrażającym rozkoszom i że na zaspokajanie niegodziwych pokus cielesnych
traci siły tak dalece, iż sromocąc własne ciało i narażając się na hańbę i zniewagi
ze strony ludzi w pożałowania godny sposób kazał przystawiać do piersi kobiet
(oderwawszy od nich ich własne dzieci) — szczenięta, żeby je ssały, wspomniany
biskup, iżby nie wydawało się, że przez pobłażanie sprzyja godnemu potępienia
zepsuciu i niegodziwości wymienionego [króla], kiedy troskliwym, ojcowskim
napomnieniem nie mógł go odwrócić od wspomnianej ohydy, po namyśle
skierował przeciwko niemu w duchu łagodności zbawienny miecz Piotrowy
przypuszczając, że ugodzony nim boleśnie wróci pokornie do wymierzającego
mu karę szukając błagalnie Pana Zastępów. Ale on z zatwardziałym sercem
odrzucił lekarstwo i za nic sobie mając ostrzeżenie przed karą, a raczej uważając
młot za ździebełko, nie tylko nie okazał żadnej skruchy ani poprawy, ale by
dopełnić miary swych karygodnych czynów, posunął się do gorszego nawet
występku. Przy ołtarzu, nie licząc się ze stanem, miejscem i okolicznościami,
kazał swej straży przybocznej oddać biskupa ubranego w szaty pontyfikalne na
srogie męki. Ale ilekroć ci [strażnicy] usiłują rzucić się na niego, tylekroć
skruszeni, łagodnieją i padają na kolana. A wtedy sam król, gwałtownik, dając
upust swemu okrucieństwu, podnosi na niego świętokradcze ręce, wyrywa
oblubieńca z objęć oblubienicy, pasterza od trzody, morduje ojca w objęciach
córki i syna niemal w łonie matki, a uniesiony zwierzęcym okrucieństwem, każe,
niestety — rzecz to straszna — w nieludzki sposób pociąć ciało na kawałki, tak
jak gdyby każdej części ciała należała się kara. Ale Ten, u Którego cierpienia
nieszczęśliwych nie zginą na wieki, nie tylko oświetlił złocistym blaskiem części
najświętszego ciała, ale nadto pozwolił im się zróść razem tak, że nie widać było
na nim żadnego śladu blizn i cudowną osłoną swych orłów uchronił je od
pożarcia przez dzikie zwierzęta. Wypił ostatecznie kielich najstraszliwszej męki
w obronie sprawiedliwości, a kiedy już uchodził za całkowicie unicestwionego
przez wspomnianego tyrana, oto wstaje jak jutrzenka i wznosi się jak południowe
słońce na nieboskłonie. Toteż niektórzy zwracają się do niego w swoich
potrzebach z największą
pobożnością. On sam pochowany śpi bezpieczny i spokojny i nikt już nie może
go zastraszyć. Nic dziwnego! Mieszka bowiem ozdobiony wieńcem uznania i
chwały w tym królestwie, gdzie pobyt jest bezpieczny, lud spokojny, a ojczyzna
ma to wszystko, co sprawia radość. Ażeby jednak Kościół wojujący nie wzdychał
i nie płakał pozbawiony pociechy po utracie tak znakomitego i tak wielkiego
patrona, gdyby tegoż [Kościoła] nie wspierała nader często przynosząc mu
pociechę obfitość jego [patrona] dobrodziejstw: oto Pan chwalebny w swoich
świętych, chcąc widocznymi znakami wyrazić pełnię chwały tego Ojca i
oczekującemu Kościołowi przynieść nadto pokrzepienie i pociechę, sprawił, że
słynie on tyloma, tak wielkimi i znacznymi cudami, o których przez
odpowiednich świadków złożono nam i naszym braciom wiarygodne, jak
należało, świadectwo tak, że uznaliśmy słusznie za rzecz nader godziwą błagać
go, podobnie jak innych świętych, o pomoc. Albowiem na wezwanie jego imienia
prawica Boża przywraca natychmiast życie umarłym, wzrok ślepym, słuch
głuchym, mowę niemym, zdolność chodzenia chromym, epileptykom
równowagę, opętanym przez diabła pokój ciał po wyrzuceniu z nich duchów
nieczystych. Toteż, żeby przypadkiem nie ukryto w niebezpieczny sposób pod
korcem takiej jaśniejącej pochodni, którą słusznie tenże Pan tyloma cudownymi
znakami polecił umieścić zaszczytnie na świeczniku Kościoła, zwłaszcza że
dzięki niej znikają ciemności nie znających Boga, doznaje zawstydzenia
przewrotność heretyków i pogłębia się zbawienna ufność wierzących, za radą
braci oraz prałatów obecnych teraz przy Stolicy Apostolskiej uznaliśmy za rzecz
słuszną wpisanie wymienionego biskupa, błogosławionego Stanisława, w poczet
świętych. Dlatego też całej waszej społeczności listem apostolskim ściśle
polecamy i nakazujemy, abyście ósmego maja13, a mianowicie w dniu, w którym
[św. Stanisław] uwolniony od więzów śmierci przeszedł do życia wiecznego, do
źródła niebieskiej szczęśliwości, obchodzili jego święto i polecili je uroczyście
obchodzić, jak tego wymaga godna podziwu wielkość jego zasług, byście za jego
pobożnym wstawiennictwem uzyskali ze skarbów niebieskich to, co on sam —
jak wiadomo — za łaską Chrystusa otrzymał i czego posiadaniem cieszy się
nieustannie.
A wreszcie by na mocy udzielonej mi z nieba władzy wszystkim wiernym dać
możność osiągnięcia za łaską Pana rozkoszy niewidzialnego przybytku, a także,
aby wywyższone było imię Pana Najwyższego, gdy dołożymy starań, by wierni
od-


13 W bulli kanonizacyjnej dzień śmierci bpa (rzekomo 8 V) został ustanowiony jako jego
główne święto. Jest to data mylna — właściwa 11 IV, zob. Roczniki, t. II, s. 159, przyp. 1.


wiedzali dobrowolnie czcigodny grób [świętego], wszystkim prawdziwie pokutującym
i spowiadającym się, którzy wspomniany grób w pomienione święto aż do
jego oktawy pobożnie corocznie nawiedzać będą z prośbą o wstawiennictwo
tegoż [świętego], z łaski Boga Wszechmogącego i mocą władzy Jego apostołów,
świętych Piotra i Pawła, odpuszczamy łaskawie z wyznaczonej im pokuty jeden
rok i 40 dni, zaś tym, co odwiedzać będą corocznie wspomniany grób w ciągu
piętnastu dni po tymże święcie — czterdzieści dni. Dane w Asyżu 17 września, w
jedenastym roku naszego pontyfikatu".

 

Długosz

http://bluedragon.mordy.pl/pliki/publikacje/dlugosz.pdf

KOMENTARZE

  • Gall Anonim
    "Traditor episcopus"?
  • @Tomasz Urbaś
    Nie, Gall Anonim to był Wenecki mnich z Płn.
    Władał 4-ma językami i był na Dworze Króla kronikarzem, odkąd Wenecję zalało i mnisi się rozpierzchli.
  • @Polonia
    nie wiedziałam.
  • @Daniel
    Czemu zdrajca?
    Nic nie wiem.
    Jak święty, to chyba nie zdrajca.
    Pewnie jakaś lewizna napisała, może Helena.
  • @Polonia
    Też nie wiedziałam;-)
    Ile to się człowiek od ludzi nie dowie.
  • @circ
    Tak to napisał
    "Gall Anonim to był Wenecki mnich z Płn.
    Władał 4-ma językami i był na Dworze Króla kronikarzem, odkąd Wenecję zalało i mnisi się rozpierzchli."

    Może faktycznie był lewizną? Ale mnich? Na dworze króla? Pod okiem biskupa? Lewizna na przłomie XI i XII w.?

    Przydomek Szczodry (Bolesława oczywiście) również nie wziął się z niczego...
  • @Circ
    No właśnie Król. Pomazaniec Boży. Na podstawie decyzji następcy św. Piotra.
    Dylemat Galla Anonima. Jak to, co zaszło przedstawić?
  • @Polonia
    Wow. Zaraz notkę o Boboli napiszę.
    Ale mamy mocarnych partonów!
  • Zdradę trzeba karać
    a ów biskup podniósł rękę na króla spiskiem podobno przez papieża namaszczonego. Takoż dla mnie pozostanie on zdrajcą zarówno w sensie duchowym jak i świeckim.
  • @Tomasz Urbaś
    Nie wiedziałam, że Gall miał dylemat. Pewnie wszyscy mieli, bo wtedy nie było internetu i cała Prawda nie była dostępna.
    Bóg rozstrzygnął. Zresztą w hierarchii duchowej król niżej najniższego kapłana.
    Na kapłana rękę podnieść, to jak na Boga, nawet gdyby kapłan był, ludzkim szubrawcem. Tak jestem wychowana, po staremu jeszcze. Do demokracji się nie przyzwyczaję, bo i logiczny umysł błąd uporczywie wyrzuca.
  • @circ
    "My zaś ani nie usprawiedliwiamy biskupa-zdrajcy, ani nie zalecamy króla, który tak szpetnie dochodził swych praw".
    To Gall.
    Sądzenie biskupów i skazywanie ich na kary świeckie było sankcjonowane również przez Papieża. Z czasów biskupa Stanisława istnieje dokument papieski poświadczający zasadność ukarania biskupa przez władzę świecką - króla. Nie budzi wątpliwości. Jest jedno ale. Nie pada stwierdzenie pozwalające stwierdzić, czy chodzi o św. Stanisława. Na pewno o jakiegoś biskupa, a w tym czasie nie ma wzmianek o innym takim konflikcie.
  • @Garindor
    "Ale kiedy nie
    bez wewnętrznej udręki widział, że król polski Bolesław oddał się tak
    odrażającym rozkoszom i że na zaspokajanie niegodziwych pokus cielesnych
    traci siły tak dalece, iż sromocąc własne ciało i narażając się na hańbę i zniewagi
    ze strony ludzi w pożałowania godny sposób kazał przystawiać do piersi kobiet
    (oderwawszy od nich ich własne dzieci) — szczenięta, żeby je ssały, wspomniany
    biskup, iżby nie wydawało się, że przez pobłażanie sprzyja godnemu potępienia
    zepsuciu i niegodziwości wymienionego [króla], kiedy troskliwym, ojcowskim
    napomnieniem nie mógł go odwrócić od wspomnianej ohydy, po namyśle
    skierował przeciwko niemu w duchu łagodności zbawienny miecz Piotrowy
    przypuszczając, że ugodzony nim boleśnie wróci pokornie do wymierzającego
    mu karę szukając błagalnie Pana Zastępów. Ale on z zatwardziałym sercem
    odrzucił lekarstwo i za nic sobie mając ostrzeżenie przed karą, a raczej uważając
    młot za ździebełko, nie tylko nie okazał żadnej skruchy ani poprawy, ale by
    dopełnić miary swych karygodnych czynów, posunął się do gorszego nawet
    występku. Przy ołtarzu, nie licząc się ze stanem, miejscem i okolicznościami,
    kazał swej straży przybocznej oddać biskupa ubranego w szaty pontyfikalne na
    srogie męki. Ale ilekroć ci [strażnicy] usiłują rzucić się na niego, tylekroć
    skruszeni, łagodnieją i padają na kolana. A wtedy sam król, gwałtownik, dając
    upust swemu okrucieństwu, podnosi na niego świętokradcze ręce, wyrywa
    oblubieńca z objęć oblubienicy, pasterza od trzody, morduje ojca w objęciach
    córki i syna niemal w łonie matki, a uniesiony zwierzęcym okrucieństwem, każe,
    niestety — rzecz to straszna — w nieludzki sposób pociąć ciało na kawałki, tak
    jak gdyby każdej części ciała należała się kara."


    Gdyby władza duchowa nie stała wyżej świeckiej i nie dyscyplinowała jej, a świecka nie darzyła jej należną czcią, ta cywilizacja nie przetrwałaby kilku stuleci, a na pewno nie stworzylaby tak wielkich dzieł.
    Widzimy to wcześniej u Długosza, że Kościół był pod każdym względem energią stwórczą tej cywilizacji.

    Królowi nie godziło się więc zabijać biskupa. To świętokradztwo.

    Sztan przewrócił nam we łbach i dziś władza jest dla nas wyżej Boga.

    Jest Bóg Honor Ojczyzna, nie odwrotnie.
    Każdy komuch Ojczyznę ma na pierwszym miejscu przed Bogiem, po tym ich poznaję, sukinsynów.
  • @circ
    To Długosz, nie Gall. Długosz pisał to kilka wieków później, gdy Papież już kanonizował Stanisława.

    Precyzuję. Chodzi o bullę papieża Paschalisa II z 1115, sąd był arcybiskupi, a nie papieski. Biskup po sądzie kościelnym, był wydany władzy świeckiej zgodnie z prawem kanonicznym.
  • @Tomasz Urbaś
    Ale był jeszcze Wincenty z Kielczy-w następnej notce.

    Zresztą tak jak w przypadku Wielgusa nie chodzi czy winien w świetle ludzkiego prawa, ale o to, czy dziennikarz ma prawo na papieża naciskać, tak i tu, nie chodzi o nasze mniemania, bo król nie ma prawa usiec jakiegokolwiek biskupa, nawet złego i zdrajcę, bo to odwrócenie Porządku, ustanowionego przez Boga.
  • @Tomasz Urbaś
    //Chodzi o bullę papieża Paschalisa II z 1115, sąd był arcybiskupi, a nie papieski. Biskup po sądzie kościelnym, był wydany władzy świeckiej zgodnie z prawem kanonicznym.//

    Ale Panie Tomaszku, no to sąd arcybiskupi się pomylił, skoro wziął stronę króla. Widać był przepłacony. I Bóg musiał interweniować i to wiele razy.

    Co jest w tym niesamowite, to mianowicie, że jak czytać niezakłamaną historię widać, że cuda wtedy były na porządku dziennym, wskrzeszenia zmarłych, powstawanie z grobu, zrastanie się ciał, ozdrowienia, ukazywanie się świętych, itd. I jest na to wielu świadków i rzetelne dokumenty.
    I to najwięcej w Polsce i najbardziej fajerwerkowych. Każdy właściwie święty ma na koncie wiele cudów, a zwykli mnisi i księża też. Każdy kościół, klasztor ma ich kilka w swojej historii.
  • @circ
    Cóż za wspaniały optymistyczny przekaz; zrośnięcie się poćwiartowanego ciała. Tam gdzie jest wiara, Bóg czyni cuda.
  • @kmeehow
    Też się zachwyciłam.
    Mało zrośnięcie, to potem podczas uroczystej mszy kanonizacyjnej nastąpiło wskrzeszenie zmarłego na oczach papieża i tłumu zebranych.
    Taka Moc w Kościele.

    I co my, Polacy boimy się sowietów, zydów i Niemców, jak Bóg sam za nami stoi? Tylko wiary potrzeba, a pierzchną jak sen.
  • nienawidziłam historii w szkole, bo nie wiadomo było po co jest,
    ot, "zabili go i uciek". Dlatego wyleciała mi cała z głowy, ale to akurat zapamiętałam o biskupie i królu. Komuna nie wiedziała któremu rację przyznać bardziej, bo i monarchii nienawidziła i Kościoła i tak namieszali, że nic z tego nie było wiadomo.
    Teraz dopiero sprawa się wyczyściła, jak widać całość po kolei, a wczoraj w nocy czytałam i wcześniejsze wydarzenia, u Długosza. Widać jak pięknie przeplata się przez historię wątek Kościoła, i jak ją organizuje i oświeca.

    Wycięli dranie najważniejsze. Teraz się w piekle smażą.

    Wszystkie podręczniki komusze i dzisiejsze są do wywalenia. Trzeba zrobić wielki stos, tych historyków też dorzucić do ognia.
  • Zdrajca
    Wystąpił przeciwko królowi Polski i za to został słusznie ukarany. Za zdradę państwa jest tylko jedna kara - śmierć. I nie ma się co tutaj zbytnio uwznioślać. Proste.
    Jest świętym, bo tak zdecydował papież.
  • @Mirek
    //Jest świętym, bo tak zdecydował papież.//

    Jest świętym, bo ukazał się arcybiskupowi niedowiarkowi i go uzdrowił z łoża śmierci, a potem na oczach papieża i tłumów nastąpiło wskrzeszenie zmarłego młodzienca, za wstawiennictwem świętego.

    Trzeba przeczytać notkę, zanim napisze się bzdurę.

    Bóg rozsądził sprawę według porządku, który objawił- Kościół wyżej Króla. To król zdradził Boga, będąc wielkim grzesznikiem i nie podporządkując się sprawiedliwemu werdyktowi władzy duchowej. Zdrajcy Boga i Jego Kościoła nalezy się banicja z kraju.

    A lewackie szmatki mogą sobie pyskować do woli, dostaną zapłatę po śmierci.
  • @circ
    :-)
    Mieszko (prapradziadek Szczodrego) miał ojca, dziadka, pradziadka, prapra... itd Kiedyś dowie się Pani kim oni byli... i wtedy proszę aby Pani przypomniała sobie swoje powyższe słowa...

    Na marginesie. W krytyce źródeł historycznych stosuje kilka zasad. Jedną z nich jest przedkładanie wiary źródłom zbliżonym do czasu zdarzenia w stosunku do źródeł późniejszych.
  • @circ
    Nie za bardzo wiem co Circ cytujesz. Oczywiście Kadłubek jest kronikarzem do pewnego stopnia uznawanym ale generalnie to pisał co mu ślina przyniosła(w tym o smokach!). Po co ten cytat nie rozumiem, chcesz mi wykazać, że gdy Bolesław Śmiały rąbał owego nieszczęsnego biskupinę to anieli mu miecz wyrywali?? Jak cytaty to na przykład list papieża Grzegorza do Bolesława cytat mały acz wiele mówiący:"„Łączymy się z Waszą miłością w Chrystusie”. A najprawdopodobniej biskup się nie zrósł bo o porąbaniu pisze tylko Kadłubek a Anonim(z tego co pamiętam), nie tylko że go zabili więc po prostu nikt go nie rąbał a użyto mniej barbarzyńskiego sposobu. Ogólnie w średniowieczu moim zdaniem miano święty było zbyt polityczne(został kanonizowany jak było zapotrzebowanie w czasie rozbicia dzielnicowego). Tak więc jak? Kto jest ważniejszy papież czy biskup? Jeden nazywa króla umiłowanym, drugi robi w owego władcy kraju rozruchy. A z tym staniem włady duchowej nad świecką to raczej wzajemny cel i szacunek był(oczywiście nie dosłownie bo w średniowieczu cesarze obsadzali swych papieży czy królowie biskupów ale i władza duchowna miała swoje do powiedzenia).
  • Ach przepraszam chwile po wstawieniu uświadomiłęm sobie błąd
    Ty chyba długosza cytowałaś, przepraszam za pomyłkę. Ale nadal to nie zmienia faktu, że raczej jest to wyolbrzymienie a jedyna tamtych czasów osoba bliska Gal nie wspomia tak tamtych wydarzeń i mówię, raczej nikt Stanisława nię rąbał, a zwłaszcza krół osobiście... Z tesztą sama piszesz, Bóg(gdzie bóg w sprzeciwianiu się władzy ziemskiej), honor(gdzie chonor w spisku?), ojczyzna(dzie ojczyzna w podpuszczaniu ludzi do buntu i sprzeciwianiu się chcącemu dobra kraju królowi?)
  • @Tomasz Urbaś
    Mieszko //

    No, chyba nie posprzeczamy się o Mieszka, Dago-Mierza.
    Ma Pan na myśli Dagome Judex?

    Patrzę na całość historii, a perspektywę ducha mam nad perspektywą materii.

    Stąd ufam porządkowi Bożemu-duch nad materią, Kościół nad władzą świecką, jak chodzi o sprawy duchowe i z nich wynikającą moralność.


    //przedkładanie wiary źródłom zbliżonym do czasu zdarzenia w stosunku do źródeł późniejszych.//

    Takie rozumowanie zawiodło właśnie przy trzech nieudanych próbach przekonania papieża do kanonizacji Stanisława biskupa- powoływano się na zbyt długi czas, który upłynął. Dopiero po cudach szybko naprawiono błąd. Bóg jest władcą czasu.

    Gall był na utrzymaniu króla, analiza dokumentów mówi, że był chciwy, więc mógł wydawać przychylne królom oceny.

    I co Pan na to?
  • @Garindor
    //a jedyna tamtych czasów osoba bliska Gal nie wspomia tak tamtych wydarzeń//

    Wspomina Wincenty z Kielczy, masz w następnej notce o Piotrowinie.
    Są dokumenty watykańskie w archiwach, stoją kościoły do dziś na pamiątkę tamtych wydarzeń.
    Więc Długosz obficie i Wincenty z Kielczy, oraz archiwa. Sw. Stanisław jest dotąd ważnym świętym Kościoła, a jego proces jest słynny do dziś.



    Wincenty z Kielczy (Wincenty z Kielc, Mistrz Wincenty, Vincentius de Kielcza, ur. ok. roku 1200, zm. po 1262), polski poeta tworzący po łacinie, kompozytor, kanonik krakowski, dominikanin. Autor sławnego hymnu Gaude Mater Polonia.
  • @circ
    "No, chyba nie posprzeczamy się o Mieszka, Dago-Mierza.
    Ma Pan na myśli Dagome Judex?"

    Problem jest starszy. Spór o Dagome Iudex jest powierzchowny. Istota tego dokumentu jest ukryta znacznie głębiej.

    Gall był duchownym. Mistrz Wincenty i Długosz też mieli swoje preferencje podczas pisania kronik.
  • @Garindor-przecież w tekście masz przypisy, nawet nie przeczytałeś.
    10 Relacja o wskrzeszeniu młodzieńca jest w R. franciszkańskim, MPH, t. III, s. 50 i w
    Kron. wielk., rozdz. 98. Nb. inna, późniejsza wersja podaje o wskrzeszeniu kobiety, zob. J.
    Dąbrowski, l.c.
    11 Wiadomości o bulli odpustowej, o kaplicy z XIV w. (podziemnej) i o freskach przekazał
    Długosz z autopsji: widział bowiem i zwiedzał Asyż w czasie swych podróży do Italii w latach
    1448, 1449 i w 1450.
    12 Bulla kanonizacyjna z 17 IX 1253 r. jest w Archiwum kapit. krak. wyd. w Kod. KK, t. I,
    nr 38. Wydawca widział ją w 2 oryginałach i 2 kopiach (każda ma inny początek). Długosz
    zamieścił tekst wg I kopii. Na tej bulli był oparty Żywot większy bpa Stanisława. Co do
    znaczenia kanonizacji, zob. wnikliwe uwagi W. Sawickiego, Na marginesie kanonizacji
    średniowiecznych XIII wieku, Nasza Przeszłość, X, 1959, s. 439-458.
  • Co nie zmienia faktu :)
    Mów co chcesz ale moim zdaniem akurat ów biskup niszczył Polskę podnosząc rękę na władcę zamiast podjąć jakieś mniej kontrowersyjne działanie, może tyle racji, że bardzo głupio Śmiały zrobił go na śmierć skazując. Ale mniejsza już z tym.
  • Jeszcze inny przypadek
    Jakiś czas temu natrafiłem na ciekawy wątek dot św. Maksymiliana Kolbego i cudu z nim związanego. Mianowicie po śmierci Kolbego w obozie, jego ciała nie udało się skremować... nie paliło się. http://www.youtube.com/watch?v=KHUlfBZsHLc (od 1:20). Gdyby to udało się potwierdzić to mielibyśmy cud na miarę naszych czasów!
  • @Garindor
    Gdybyś przeczytał więcej Długosza, to byś zmienił zdanie i nie tyllko zdanie, ale światopogląd, bo to jest sprawa światopoglądowa.

    Pamiętaj, że w cywilizacji chrześcijańskiej Kościół sprawował władzę duchową, dzięki temu nie stała się Rosją, gdzie car trzymał cerkiew pod butem.
    To, że biskup ważniejszy jest niż król i każda władza świecka, jest kamieniem węgielnym tej cywilizacji.
    Teraz ta cywilizacja ginie tylko dlatego, że wyjęto ten kamień.
  • @Zeten
    Bardzo ciekawe.

    "Pamięć o Boboli wygasła wraz ze śmiercią tych, którzy znali go osobiście. Ziarno rzucone w glebę, chociaż pozornie obumiera, w stosownej chwili kiełkuje i rozwija się we wspaniały kłos. Podobnie, w najbardziej nieoczekiwanym momencie, wyrósł kult Boboli. Minęło 45 lat od śmierci Andrzeja. Polska znowu przeżywała gehennę, tym razem wielkiej wojny północnej. Niebezpieczeństwo zagrażało także Pińskowi. Gdy w niedzielę, 16 kwietnia 1702 r., zatroskany rektor tamtejszego kolegium, Marcin Godebski, prosił niebo o ratunek, przyśnił mu się nieznany jezuita i zapewnił, iż on, Andrzej Bobola, będzie miał klasztor w opiece pod warunkiem, że jego ciało zostanie otoczone odpowiednią czcią. Odnalezienie zwłok Boboli nie było łatwe. W podziemiach kościoła spoczywało wielu jezuitów, a wszelkie zapiski poginęły w burzliwych dziejach kolegium. Na miejscu nie dało się ustalić nawet daty śmierci, co ułatwiłoby poszukiwania. W nocy z 18 na 19 kwietnia (tym razem świeckiemu zakrystianowi) ukazał się Bobola po raz wtóry i dokładnie określił miejsce, w którym został pochowany. Po trzech godzinach pracy wykopano z ziemi trumny z łacińskim napisem: "Ojciec Andrzej Bobola Towarzystwa Jezusowego przez kozaków zabity". Wielkie było zdziwienie, gdy po zdjęciu wieka ujrzano zwłoki, które zachowały świeży wygląd, ze wszystkimi śladami tortur. Po przebraniu relikwii w nowe szaty przełożono je do drugiej, przygotowanej uprzednio trumny. Wiadomość o odnalezieniu ciała, które w wilgotnej piwnicy, wśród rozkładających się trupów, zachowało świeżość, obiegła Polesie lotem błyskawicy. Mieszkańcy Pińska, Janowa i okolic zaczęli przypominać sobie fakty opowiadane kiedyś przez starców. Odżyło nagle ustne podanie o heroizmie Andrzeja. Okoliczna ludność tłumnie przychodziła teraz do okienka krypty, w której spoczywa~ Bobola, by oddać hołd Męczennikowi."

    Tylko tak to się może stać i stanie.
  • @Tomasz Urbaś
    //Problem jest starszy. Spór o Dagome Iudex jest powierzchowny. Istota tego dokumentu jest ukryta znacznie głębiej.//

    W tym, że był Normanem?

    To może mieć znaczenie tylko dla materialistów. Duch chodzi kędy chce.

    Jak o kronikarzy idzie, preferencje są nieważne, liczy się znów Duch. Znak Boga jest ostateczną racją w sporze.
    Ponadto jak mówiłam powyżej, kamieniem węgielnym naszej cywilizacji jest wyższość ducha nad materią, czyli biskupa nad królem. Wiara i rozum.

    Podobna była późniejsza sprawa Henryka VIII w Anglii i do czego doszło?
    Kościół wykazał determinację, ale arystokracja zawiodła. U nas senatorzy wygnali króla, tam nie.
  • @circ
    "W tym, że był Normanem?"

    To tylko jeden z wariantów roztrząsanych przy powierzchownym spojrzeniu na ten dokument. Za sprawstwem Ducha miał imię Dagome. Głębokie mistyczne korzenie...
  • @Garindor
    "Oczywiście Kadłubek jest kronikarzem do pewnego stopnia uznawanym ale generalnie to pisał co mu ślina przyniosła(w tym o smokach!)."

    A skąd ty taki mądry, że oskarżasz Kadłubka o pisanie bzdur? Bo inni z epoki go tak ocenili, co? Jak ktoś po latach trafi na wyborczą i przczyta opinię np o śp. Prezydencie Lechu Kaczyńskim to też sobie wyrobi straszne o nim zdanie! A smoków się nie czepiaj bo Ciebie tam wtedy nie było a różne miarodajne źródła mówią co innego. Może poszperaj troche po internecie a potem sprawdz wiarygodność znalezionych rewelacji zanim zaczniesz powtarzać truizmy w stylu sensacji z gw. Może zacznij od tego:
    http://www.youtube.com/watch?v=OYKvguRoJyA&feature=related
  • @madera
    Kadłubka nie rozumiemy. Bo nie chcemy zrozumieć.
  • @Wilku-uczę się dzięki wam.
    praca Romana Grodeckiego w której ten list jest szczegółowo omawiany


    Wojciechowski przyznał się w Szkicach: „czytałem ten ustęp wiele razy i nie mogłem go
    wyrozumieć. Sądziłem zatem, że tekst ostatniego zdania jest skażony, bo wydawało mi się, że
    nie ma sensu. Aż w końcu spostrzegłem, że ani tekst zepsuty, ani brak sensu, tylko trzeba tak
    rozumieć, że gdy Władysław wymieniony w pierwszym zdaniu jest Władysławem Węgierskim,
    to wymieniony przy końcu jest Władysławem Hermanem" Po czym podał swoje rozumienie
    tekstu. Nim je przytoczę, dodam, że inni historycy odczuwali tu trudną do usunięcia wadę
    tekstu, uniemożliwiającą w tak ważnym miejscu jego zrozumienie; w szczególności ostatni
    wydawcy kroniki Galia Anonima pozwolili sobie na poprawkę tekstu bardzo daleko idącą:
    zamiast „sed deferre Wladislao facto dolet inimico", dali „sed de terre [!] Boleslai [!] fato [!]
    dolet inimico" ". Wojciechowski słusznie uznał tę koniekturę za „nad wyraz dowolną" i „arcyniefortunną"!
    Tak można by każdy niejasny' tekst swobodnie rozjaśnić i uzyskać sens, jakiego
    się w danym miejscu pragnie! Obowiązuje zasada wyrozumienia oryginalnego tekstu, a dopiero
    gdy żadna próba nie daje wyniku, dopuszczalna jest emendacja, która musi być ściśle
    uzasadniona czy luką tekstu, czy paleograficzną pomyłką kopisty itp. Takie poprawki trzech
    wyrazów naraz, i to imienia własnego, są nadmiernie ryzykowne! Istotnie też emendacja
    Kętrzyńskiego i Finkla nie znalazła poważniejszych zwolenników i nie utrzymała się
    w nauce.
    Wracam do tłumaczenia Wojciechowskiego. Nie jest ono dosłowne, lecz skrócone, i tylko
    usiłuje oddać sens istotny:
    6
    „Cieszył się Władysław Węgierski na przyjazd Bolesława, jako brata i sprzymierzeńca, ale
    chowa też w sercu gniew, bo trudno mu wybaczyć Władysławowi Hermanowi, że stał mu się
    wrogiem". Do tego swojego rozumienia dodał jako jedyne wyjaśnienie w przypisku cytat ze
    słownika łaciny średniowiecznej Du Cange'a, że wyraz „deferre" znaczy „excusare", a więc
    wybaczyć, usprawiedliwić itp. A szkoda, bo mimo tego zrównania dosłowne tłumaczenie wcale
    nie jest łatwe: „sed deferre Wladislao facto dolet inimico" (=) lecz boleje, że wybaczyć
    Władysławowi, który stał się wrogiem (co? — musi, nie może, czy coś podobnego?). Toteż
    krytykowano to tłumaczenie, dawano inne, ale wszystkie chromały i budziły wątpliwości. Aż
    wreszcie emendacja przeprowadzona przez rosyjskiego historyka Saengera wygładziła tekst,
    mianowicie (prócz drobniejszych poprawek, jak „ex amico" w pierwszym wierszu na „ex
    animo", opuszczenie zbędnego drugiego „partim", winien tu być inny wyraz dwuzgłoskowy)
    główna poprawka to „deferre" na „de fratre".- Uzasadnienie jej znajduje się w tej samej
    kronice w innym ustępie, mianowicie w II ks., § 39, gdzie mowa jest o walkach i zatargach
    Bolesława Krzywoustego ze Zbigniewem; kronikarz mówi, że Bolesław odmówieniem pomocy
    przez Zbigniewa strapił się, ale swych zamierzeń co do walki z Pomorzanami nie poniechał, „cor
    habens in domino, non infere" ( = „in fratre!"). Paleograficznie możliwa pomyłka w odczytaniu
    „defre", „in fre".
    "Cóż z tego wynika ostatecznie? Oto, że i tu Wojciechowski wiedziony trafną intuicją,
    po mistrzowsku przeniknął sens tego ustępu, choć niezbędnej emendacji sam nie wykonał. Dziś
    tekst uchodzi za ustalony właściwie w tym miejscu i tłumaczenie jego będzie brzmiało
    następująco: „Gdy usłyszał Władysław [Węgierski], że Bolesław przybywa, częścią się cieszy
    z [całej] duszy, częścią pozostaje miejsce gniewu [urazy]; cieszy się bowiem z przyjęcia brata
    i przyjaciela, lecz boleje nad tym, że brat [jego] Władysław [Herman] stał się [dlań] wrogiem".
    A rozumienie Wojciechowskiego przyjmowane jest na ogół bez zastrzeżeń, mianowicie, że to
    Władysław Herman, podniósłszy bunt przeciw Bolesławowi Śmiałemu i wyganiając go z kraju,
    automatycznie stał się wrogiem Władysława Węgierskiego (też dlań ciotecznego brata), który
    tron zawdzięczał Bolesławowi Śmiałemu i był doń wiernie przywiązany, więc musiał Hermana
    odtąd traktować jako wroga.
    Pokłosie tej całej długotrwałej, wieloletniej dyskusji to w gruncie rzeczy tylko ustalenie
    właściwego brzmienia tekstu i jego dosłownego rozumienia, ustalenie podstawy źródłowej, co
    powinno było dokonać się 100 lat wcześniej. Na tym tedy gruncie ustalonego nareszcie
    w definitywny sposób tekstu kroniki oparłem się też i ja w moim przedstawieniu rzeczy
    w podręczniku z 1925/1926 r. Uwzględniłem z wywodów prof. Wojciechowskiego wszystko to, co
    wydało się istotne dla sprawy i bezspornie udowodnione, odrzuciłem zaś to, co było
    domysłem, co prawda dość silnie uzasadnionym, ale nie udowodnionym jako fakt pewny, bo
    7
    chodziło o domysły drażniące, a nie narzucające się z koniecznością nieodpartą, mianowicie, że
    owa zdrada — „traditio" — polegała na porozumieniu czy współdziałaniu z Niemcami, czy też
    z Czechami. Wobec tego przedstawienie rzeczy przeze mnie w sposób jak najbardziej ostrożny,
    a z drugiej strony sumiennie uwzględniający bezsporne wyniki całej dyskusji, wyglądało tak
    w głównym zrębie: świetne pod względem politycznym panowanie Bolesława Śmiałego, które
    przywróciło Polsce majestat królewski i odbudowało jej potęgę państwową, zaznaczając silnie
    wpływy polskie w krajach sąsiednich (tj. na Rusi i na Węgrzech przede wszystkim), zakończyło
    się gwałtowną katastrofą. Przyczyny jej i przebieg można odtworzyć w znacznej mierze jedynie
    hipotetycznie, bo na podstawie jednego tylko źródła (tj. kroniki tzw. Galla). Jakkolwiek jest ono
    w tej sprawie wiarygodne, autor jego jednakże celowo uchylił się od jasnego wypowiedzenia
    prawdy, a to ze względu na wieloraką drażliwość tej sprawy. Bolesław Śmiały utracił tron
    królewski z powodu buntu, jaki przeciw niemu podniósł młodszy brat, Władysław Herman,
    któremu koronacja królewska Bolesława Śmiałego zamykała po prostu drogę do tronu, bo
    przesądzała następstwo na tron niepodzielnego królestwa na rzecz syna Bolesława Śmiałego,
    Mieszka Bolesławowicza. To pchnęło Władysława Hermana do buntu. Stronników znalazł
    wielu, choć trudno dociec, co ich przy nim skupiło. Pomoc z zewnątrz, zdaje się, nie była
    buntownikom potrzebna; wystarczała życzliwa neutralność. W szczególności porozumienie
    z czeskim Władysławem i z cesarzem Henrykiem IV, aczkolwiek w danej sytuacji możliwe,
    a nawet prawdopodobne, nie da się źródłowo udowodnić; polegało raczej na zapewnieniu sobie
    przez Władysława Hermana zgody na fakt dokonany niż na zjednaniu czynnej pomocy. W
    każdym razie po zwycięskim przewrocie przeszedł Władysław Herman tak politycznie, jak
    i kościelnie do obozu cesarskiego, antygregoriańskiego, podczas gdy cała działalność Bolesława
    Śmiałego polegała na jak najściślejszym współdziałaniu z papieżem Grzegorzem VII i była na
    wskroś antycesarska i antyniemiecka.
    Chronologicznie zbiegł się z planowanym buntem juniora zatarg Bolesława Śmiałego
    z biskupem krakowskim Stanisławem. Związek rzeczowy, tj. przynależność i współdziałanie
    biskupa ze spiskowcami, mogą wydawać się prawdopodobne, pewnikiem jednak nie są; była to
    raczej sprawa odrębna, która przyspieszyła wybuch buntu i zasiliła obóz Władysława Hermana
    nowymi stronnikami. Przedmiot zatargu króla z biskupem nie jest znany konkretnie. Chodziło
    atoli o czyn, który przedstawiał się jako nieposłuszeństwo czy też wystąpienie przeciw królowi,
    formalnie więc został skwalifikowany jako zdrada. Być może, że król z wiernym sobie
    otoczeniem uważał biskupa za sprawcę buntu na ostatniej ruskiej wyprawie (1078-1079 r.);
    zarzut zdrady mógł zatem płynąć z subiektywnego podejrzenia i przeświadczenia Bolesława,
    które mogło nie odpowiadać faktycznemu stanowi rzeczy. Brak jakichkolwiek kryteriów do
    skontrolowania tych możliwości zmusza, by ograniczyć się do jedynego pewnego faktu, że
    mianowicie obciążony zarzutem zdrady biskup podległ sądowej karze obcięcia członków,
    8
    „obtruncatio membrorum", typowej wówczas w całej chrześcijańskiej Europie karze za zdradę.
    Surowa ta kara, zastosowana przez pomazańca-króla do pomazańca biskupa, której
    wymierzaniu właśnie w stosunku do biskupów przeciwna była i praktyka prawna,
    i opinia społeczeństw całej Europy chrześcijańskiej, wyłączająca godność biskupią od
    wszelkiej odpowiedzialności fizycznej za przestępstwa, musiała i w Polsce wywołać znaczny
    ferment i oburzenie na gwałtowny postępek króla, powodując pogorszenie położenia Bolesława
    Śmiałego w kraju i ostateczny -wybuch buntu. Przebieg szczegółowy buntu jest nieznany.
    Domniemanym jego przywódcą był magnat małopolski Sieciech, późniejszy wszechwładny
    palatyn Władysława Hermana, który jemu właśnie tron zawdzięczał i na całe życie i rządy od
    niego się uzależnił. Bunt zaskoczył Bolesława Śmiałego nagle w Krakowie, tak że niemal bez
    towarzyszy, wśród ogólnie szerzącego się odstępstwa, uchodzić musiał z żoną i synem na Węgry
    do wiernego sobie króla Władysława, brata ciotecznego (1079 r.)."

    tu więcej w tej zawikłanej sprawie
    http://loustrzyki.edu.pl/przedmioty/historia/materialy_edu/klasa_1/grodecki_spr.pdf

    Co do bulli Paschalisa, naukowcy się spierają-z forum historyków;

    Janusz Maciej Michałowski

    PROFESOR MIECZYSŁAW GĘBAROWICZ
    UCZONY, STRAŻNIK DÓBR NARODOWYCH, OBYWATEL MIASTA „ZAWSZE WIERNEGO"*

    Nie pretendując tu do kompletnego wyliczania wszystkich prac uczonego, co uczyniłem w innym miejscu25, podkreślić trzeba znaczenie dwóch jeszcze prac mediewistycznych Profesora. Chodzi o rozprawę na temat listu papieża Paschalisa II — w 1937 r. ukazało się Repertorium polskich dokumentów doby piastowskiej (zeszyt l — do końca XII w.), list papieża nie zachował się w oryginale; w licznych kopiach bulli adres miał rozmaite brzmienia, co spowodowało, że nie związano jej z Polską i nie brano pod uwagę w dyskusjach naukowych na temat św. Stanisława, zainicjowanych w 1909 r. przez redakcję „Przeglądu Powszechnego". W Repertorium polskich dokumentów ... zdecydowanie osądzono list papieża Paschalisa, jako nie mający związku z Polską, nie należący do polskich źródeł historycznych. Tę „diagnozę" Profesor Gębarowicz uznał za nieuzasadnioną, podjął na nowo gruntowne badania analityczne. wystąpił — pisze Roman Gródecki — „z rozprawą, która w sposób jak najbardziej metodycznie wzorowy rewindykuje ten dokument z powrotem dla historii polskiej. De facto jest to źródło nowe, bo choć znane od dawna, ale wyeliminowane z badań, nie zostało dotąd zużytkowane dla naszej historii "26. w innym miejscu Gródecki podkreśla, że „zadanie rozwiązał Gębarowicz po mistrzowsku, z ogromnym co prawda nakładem pracy heurystycznej, ale równocześnie z ogromnym talentem i wzorową metodą badania "27. Przytoczoną tu wyżej rozprawą o początkach kultu św. Stanisława i jego średniowiecznym zabytku (tj. chrzcielnicy w miejscowości Fryde) i pracą o liście papieża Paschalisa II wkroczył Profesor w problem Bolesława Szczodrego (Śmiałego) i zabójstwa biskupa Stanisława ze Szczepanowa — jeden z zagadkowych problemów polskich dziejów w XI stuleciu, stanowiących przedmiot sporów historyków i natchnienie dla ludzi sztuki. Temperatura dyskusji naukowych nasunęła tu przeciwstawne do oceny Romana Gródeckiego opinie o zastosowanej przez Profesora Gębarowicza metodzie badań i wyciągniętych przezeń wnioskach, formułowane nieraz w sposób drastyczny...28 Trudno jednak kwestię tę uznać za ostatecznie rozwiązaną, a sprawa Bolesława Szczodrego będzie nieraz jeszcze wracać w dyskusjach mediewistów — daleko bowiem od powszechnego uznania jednej z dwóch zasadniczych koncepcji.........."

    "Ten list nie dotyczy sprawy Stanisława, ani w ogóle Polski. Niedawno odnaleziono najstarszą jego kopię i jak byk stoi, że list jest do arcybiskupa Ostrzyhomia (na Węgrzech - Panonii)"
  • Jakby nie było, najtrafniejsza jest interpretacja teologiczna
    z uwzględnieniem cudów i ich wymowy.

    Przychylam się też do Długosza, bo był późniejszy i obiektywniej widział sprawę, niżli rozemocjonowane strony.
    Korzystał też z dokumentów Watykańskich.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY

więcej